W Diecezja

Abstrahując od okoliczności naszego przyjazdu na rekolekcje (Stary Sącz, 1-8.02.2020 r., Małżeństwo to długa rozmowa, która trwa za krótko) muszę przyznać, że do tej pory nie mam do końca pewności, co się za ich sprawą zaczęło dziać w życiu naszej rodziny.
Jesteśmy małżeństwem od 11 lat, w Domowym Kościele od 4 i mamy niewielkie doświadczenie pobytu na rekolekcjach (to nasz drugi wyjazd).
Pierwsze dwa dni wywołały u mnie pewną konsternację, nie byłam pewna na ile zdecyduję się w nie zaangażować. Para moderatorska zdecydowanie od razu przypadła mi do serca, jednak kapłan prowadzący konferencje był trudny do odgadnięcia.
Coś we mnie pękło i stopniowo zaczęło tajać pod wpływem obserwacji zachowania mojego męża. Czwartego dnia nastąpił dla mnie przełom, wiedziałam już, że jestem we właściwym miejscu, że to na to czekałam tyle miesięcy, a może i lat…
Każde ze spotkań na konferencjach, dialogu czy wyjścia na spacery krok po kroku uświadamiały mi, że przemiana życia, o którą tak bardzo modliłam się od długiego czasu właśnie się zaczyna. Nieśmiało pojawiała się myśl o dziękczynieniu, o radości. Dni mijały mi bardzo szybko, ale we mnie trwała burza. Głos pokoju i nadziei trwał, choć czasem zagłuszony zgiełkiem szumów dochodzących zarówno z mojego wnętrza (Jak to teraz będzie? Czy będzie tak, jak to sobie zaplanowałam? Co zrobić, jeśli się okaże, że Bóg ma dla nas inny plan?) jak i z zewnątrz (codzienne mniejsze i większe kłótnie nasze i starszych dzieci, stan zdrowia najmłodszego)…
Ksiądz Ryszard to dla mnie postać niejednoznacznie utalentowana: człowiek-orkiestra, mistrz ciętego języka i prawie doskonały stand-uper z jednej strony, z drugiej świetny duszpasterz skracający dystans na linii wierny – kapłan do minimum, skłaniający do otwartości. Według mnie lepiej niż niejeden saper rozbroił kilka potencjalnych min czających się w uczestnikach tych specyficznych rekolekcji. Niewiele zapewne brakowało, by mniej entuzjastycznie nastawieni współmałżonkowie po prostu wewnętrznie się wycofali w sytuacji gdy temat relacji między kobietą i mężczyzną potraktować nieumiejętnie. A jednak udało się. I to jak!
Oczywiście, że nasze małżeństwo przeżywa renesans. „Nie-kościelni” znajomi pytają, co się z nami stało. Oczywiście, że z całego serca polecam ten zgrany zespół ludzi z naszej diecezji (zielonogórsko-gorzowskiej), bo robią razem wspaniałe dzieła i ewidentnie są na grzbiecie fali tsunami. Oczywiście, że już szukamy możliwości uczestnictwa w kolejnych tego typu działaniach (choć najpierw, o czym uświadomiono nas dość literalnie – formacja podstawowa!).
ALE (z drugiej strony) proza życia. Nie jest łatwo wrócić do codzienności po 9 dniach przemieniającego wnętrze exodusu na łonie pięknej przyrody z cateringiem i obsługą hotelową. Kto teraz rozładuje zmywarkę, która na dodatek się zbuntowała i odmówiła współpracy? Kto położy spać dzieci dość skutecznie przyzwyczajone do wakacyjnego stylu życia i codziennej dawki słodyczy? Ale jak to na obiad do Mamusi? Już czuć zapach siarki…
ALE (z trzeciej strony) STOP! Popatrz, jest w nas Dobro. Mamy łaski, mamy siebie, mamy nasz Sakrament. I nie jesteśmy w nim sami – jesteśmy z Nim.

Marta Szembek

Małżeństwo to długa rozmowa
img-20200219-wa0009img-20200219-wa0008img-20200219-wa0007

Małżeństwo to długa rozmowa